Carcassonne – recenzja
Obok „Osadników z Catanu” Carcassonne to drugi, flagowy przedstawiciel nurtu nowoczesnych gier planszowych. Szturmem zdobył serca graczy swojskim klimatem budowania miast, zamków, dróg i osiedlania ich przez naszych „meepli”. To gra o banalnych zasadach i bogactwie strategii, pozwalających na obranie dowolnego stylu gry – agresywnego, bądź bardziej „familijnego”. Słowem …… klasyk. Czemu? Śpieszę z odpowiedzią.
Zawartość w opakowaniu to blisko setka kafli terenów, kilkadziesiąt pionków w kolorze graczy oraz tor punktacji. Nie ma tutaj niczego na czym moglibyśmy zawiesić wzroku, ale nie to jest atutem.
Grę rozpoczynamy poprzez umieszczanie kafelków, wyłożeniu startowego i przyporządkowaniu pionków dla każdej osoby. Cała reszta przebiega już do turowo. W swoim ruchu musimy wylosować kafelek z ogólnodostępnej puli, a następnie dołożyć go do istniejącego tak, by pasował tematycznie, albo jeszcze inaczej – plastycznie [nie możemy np. łączyć rzeki z kawałkiem zamku]. Następnie mamy prawo postawić naszego chłopka na właśnie wyłożonym kaflu. To zasadniczo zamyka wszystkie dostępne opcje. Haczyk kryje się jednak w punktowaniu.
– Jeśli uda nam się dokończyć budowę zamku, na którym znajduje się nasz chłopek, stając się automatycznie rycerzem, otrzymamy 2 punkty za każdy element, który złożył się na jego budowę. Trzeba jednakże uważać, gdyż w każdym przypadku, także poniższych, punkty otrzymuje osoba, która posiada więcej „swoich” na punktowanych miejscach.
– Drogi zapewniają profity dopiero, gdy postawimy na niej rozbójnika. Jeśli posiada początek i koniec, liczymy jak długa była.
– Klasztory z kolei wymaga posiadania w nim mnicha, a następnie otoczenia go przez inne tereny, co daje zawsze stałą ilość punktów.
– Łąki mogą sprawiać w pierwszej partii trochę problemów; otóż każda zamknięta łąka zapewni punkt za każdy przylegający do niej zamek, co mnożymy następnie x 3.
Co ważne, wszystko z wyjątkiem łąk zaznaczamy na bieżąco, co zapobiega żmudnego liczeniu na koniec gry. Ten następuje zaś z chwilą wyczerpania się wszystkich terenów. Rodzi to niejako kolejny problem: sprawia, iż „Carcassonne” domyślnie stworzony jest z myślą o dwóch osobach i tylko w takiej konfiguracji czas zabawy będzie satysfakcjonujący, ponieważ niezależnie od ilości uczestników, kafli jest tyleż samo. Pudełko jednak o tym lojalnie ostrzega, choć problem całkowicie rozwiązują liczne dodatki.
We wstępie wspominałem o możliwości przyjęcia dwóch stylów gry, a teraz przyszedł czas, by to wyjaśnić. Otóż nic nie stoi nie przeszkodzie, byśmy grali dla siebie, z dala od placu budowy pozostałych. Z drugiej strony możliwe są akty agresji w postaci blokowania działań pozostałych, albo prób wyrwania z tego co budują kilku punktów dla siebie. Ponadto wypada powiedzieć, iż rozgrywka często kończy się niespodziewanie szybko, nierzadko pozostawiając nas z chęcią rewanżu, co znakomicie świadczy o jej grywalności.
Podsumowanie
Nie bez powodu tytuł otrzymał miano klasyka – czas zabawy [podstawki] zamyka się w około 30 minutach dobrej zabawy, która sprawdzi się w każdym gronie. Znakomicie zachęca do zabawy w nowoczesne planszówki, a starzy wyjadacze, mimo sporej dawki losowości, znajdą tu miejsce na strategie i negatywną interakcję, dzięki czemu będą długo pamiętali Carcassonne.
Ocena:
(9 / 10)
+ Wszechstronność tytułu
+ Miła dla oka oprawa
+ Łatwość zasad
+ Otwarta na rozbudowę o nową zawartość [dodatki], z możliwości przekształcenia tytułu w coś poważniejszego.
– Spora losowość [choć istnieje sporo nieoficjalnych modyfikacji mogących ten stan zmienić]
– Jeśli nadmiernie często będziemy po nią sięgać, szybko ją „wyczerpiemy”.
Za przekazanie gry do recenzji, dziękujemy firmie Bard.








